niedziela, 28 września 2008

Pożegnanie lata

Nadszedł czas aby pożegnać się z latem, pożegnać słoneczko, długie dni, grille na dworku i pikniki w parku. Po południu jeszcze nie widać tej różnicy, ale rano, kiedy wstajemy o 7 jest jeszcze szarawo. Codziennie rano ubywa nam 15 minut dnia, za miesiąc będzie już ciemno. Nasze tegoroczne lato było wspaniałe. Trzeba przyznać, że pogoda dopisała, mieliśmy o wiele więcej czasu na rekreację i wypoczynek niż kiedykolwiek od kiedy mamy Helę. Wszystko to dzięki wspaniałym ludziom, którzy nam tu pomagają.

A oto nasze letnie wspomnienia.
Piknik przy wodospadzie Faxi. Było ciepło, miło, mama i tata z nami...
Niektórzy popijali herbatkę dosłownie na łonie natury...Geysir odwiedzamy w każde lato, za każdym razem z innymi gośćmi. Tego lata byli to Mirek i Wanda.To pisklę fulmara spotkaliśmy na polnej drodze. Paweł chciał je zgonić na bok, aby go nie rozjechać, a wtedy "milutkie" pisklę zaczęło pluć jakąś białą cieczą!!! Potem jednak ustąpiło z drogi.
Paweł, jak zwykle musiał zapoznać się z napotkanymi końmi. Pasły się na łące w Husafell gdzie spędziliśmy bardzo miłą niedzielę.


Latem często chodzimy do ogrodu botanicznego. Jest to doskonałe miejsce na piknik i zabawę!

Paweł w każdy poniedziałek wieczorem gra w piłkę nożną. Najczęściej musi trochę poczekać aż kolega po niego przyjedzie, więc czyta wiadomości. Chustka to moja sprawka (nawet nie zauważył kiedy mu ją założyłam).
Na jednej z wycieczek kupiliśmy świeże pomidorki prosto ze szklarni ogrzewanej wodą z najpotężniejszego geotermicznego źródła islandzkiego - Deildartunguhver.
Pewnego wieczoru wracałam z apteki. Na szczęście miałam aparat. Był to jeden z najpiękniejszych zachodów słońca tego lata.
Inny piękny zachód słońca na plaży w Seltjarnarnes. Wszyscy lubimy spacerki po plaży. Helenka też. Tego lata było wszędzie wyjątkowo dużo jagód. Można się było nimi delektować na każdym kroku!!!
Dla mnie było to pierwsze lato od urodzenia Heli, kiedy mogłam, sobie trochę odpocząć.
Pod koniec sierpnia poraz pierwszy widzieliśmy spęd owiec. Przebywają całe lato w górach, a jesienią farmerzy zapędzają je z gór do zagrody.

poniedziałek, 22 września 2008

Kuchnia islandzka cz.4 Napoje

Pisałam już sporo o jedzeniu, więc teraz dla odmiany będzie o napojach. W Islandii pije się ogólnie dużo napojów gazowanych i prosto z lodówki, nikomu nie przeszkadza fakt, że jest tu zimno. Wszędzie jednak, w każdym biurze, zakładzie, banku, itp, jest automat lub termos z kawą, zawsze za darmo. Islandczycy piją dużo kawy, o każdej porze dnia ( czasem nawet nocy), czarnej, bez cukru, najwyżej z mlekiem. Jako najbardziej popularny tutejszy napój zdecydowanie wymienię właśnie kawę, na drugim Coca-Colę. Są też islandzkie "specjały" do picia, jak np. Maltextrakt, coś w rodzaju naszego Karmi, a także jego pomarańczowa odmiana "Malt Appelsin". Mamy również dwa browary, które produkują piwo i wszystkie inne napoje też.

Thule- tak nazwali Islandię norwescy osadnicy. Egils Złoty, piwo jasne.
Piwo o smaku pomarańczowym - specjał bożonarodzeniowy.
Víking, najpopularniejsze islandzkie piwo.


Víking bezalkoholowy.
Jest też oczywiście islandzka wódka, z których zdecydowanie najpopularniejszą jest Brennivín. Podobno jest najlepsza do zgniłego rekina (może raczej "niezbędna", bo ciężko go po trzeźwemu jeść, hehe...).

sobota, 13 września 2008

Piesek

Podczas naszej ostatniej wycieczki z mamą, przy wodospadzie Seljalandsfoss, przyszedł do nas bardzo fajny pies. Wiktor od razu go polubił i bawił się z nim świetnie przez prawie pół godziny. Pies grzecznie aportował kamienie, ganiał Wiktora i dawał się głaskać. Brakuje nam w naszej rodzinie tylko jednego: takiego właśnie słodkiego czworonoga. Myślimy nad tym, oj myślimy... Może już niedługo umieścimy tu zdjęcie jakiejś kudłatej mordki...


Háskóli Íslands

Od dwóch tygodni jestem szczęśliwą studentką Háskóli Íslands, na wydziale Nauk Humanistycznych, kierunek Język Islandzki. Helenka chodzi teraz do przedszkola trochę dłużej i dzięki temu ja mogę pozwolić sobie na dzienne studia. Szczerze mówiąc trochę się bałam powrotu do tak intensywnej nauki, ale już się przyzwyczaiłam i jak na razie idzie mi dobrze. Uniwersytet jest bardzo dobrze zorganizowany, poziom dosyć wysoki, dużo nauki. Mam jednak tyle motywacji i zapału, że nic mnie nie zniechęci!!! Po tylu latach bycia tutaj męczy mnie mówienie z ciągłą niepewnością czy coś dobrze powiedziałam, czy może pokręciłam czasy albo końcówki. Oczywiście chodzi mi też o Wiktora, bo jego prace domowe są coraz trudniejsze i nie mogę bez końca dzwonić do znajomych albo wysyłać go do sąsiadów aby mu je sprawdzili. Mam więc wystarczająco powodów aby się zawziąć i rozprawić się z islandzkim raz na zawsze!