Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lato. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lato. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 października 2009

Keilir

Naszą ostanią letnią przygodą był wypad na Keilir. Jest to nieduża góra (379 m) niedaleko od stolicy, na półwyspie Reykjanes. Samo wejście na nią nie trwa długo, ale najpierw trzeba do niej dojść przez pole lawy.

Na tę wyprawę wybraliśmy się w dobrym towarzstwie: z Rufinem, Sylwią i Nasti.

Wspinaczka nie jest długa, ale intensywna i trudna, bo w pewnym momencie zbocze góry zamienia się w grząski żwir.
Dla wytrwałych w nagrodę były ciasteczka i piwo (tylko dla dorosłych oczywiście).
Jak widzicie Wiktor ma nowy styl pozowania do zdjęć.
Po zejściu z góry świętowaliśmy dokonanie w domu przy grillu.

poniedziałek, 5 października 2009

Siódme niebo

Po powrocie z Polski mieliśmy okazję pojechać na wycieczkę, którą planowaliśmy od lat. W ubiegło lato, kiedy mieliśmy jeszcze poprzedni samochód, nie mogliśmy pozwolić sobie na bezdroża lub wertepy. W to lato natomiast mieliśmy okazję wypróbować możliwości naszego nowego wozu i nie mamy powodu do rozczarowań.

Landmannalaugar to jedno z najbardziej znanych miejsc Islandii. Jest jedyne w swoim rodzaju. Jest to obszar w południowym rejonie interioru Islandii i można się tam wybrać tylko od czerwca do września, przez resztę roku drogi są zamknięte. W tym rejonie można podziwiać niespotykanie kolorowe góry z wulkanicznego ryolitu. Jest tam także słynna gorąca rzeka, w której można się kąpać.

Droga do Landmannalugar wiedzie przez pustynię. Piasek islandzki jest czarny, mamy tu tylko kilka plaż z białym piaskiem. Plaża miejsca w Reykjaviku jest z importowanego białego piasku.

Po przyjeździe do miejsca gdzie znajduje się kemping wita nas następujący widok.


Trudno nie wyruszyć od razu aby odkryć resztę tutejszych cudów natury. Naszym pierwszym celem był widoczny na zdjęciu Bláhnúkur, czyli Niebieski Szczyt.

Wspinaczka trwa około godziny.

Ze szczytu możemy podziwiać między innymi ten piękny kanion.
Zejście ze szczytu nie zajmuje wiele czasu, szczególnie przy pustym żołądku ;-)
Oto nasz skromny obóz. Niestety ciężko było rozdmuchać grilla przy ciągłej mżawce. Na szczęście mamy na to sposób: pompka do materaca jest świetną dmuchawą.

Po całym dniu spędzonym na powietrzu nie trzeba było zapraszać Wiktora na kolację.

Po kolacji udaliśmy się na rozgrzewającą kąpiel w rzece. Jest fajnie, ale nie dla nieśmiałych - nie ma szatni, trzeba się rozbierać na otwartej platformie z wieszaczkami. Co do kąpieli - jest wspaniała, dno rzeki aż parzy !!! Prawie jak w garnku... To wysoce sejsmiczny rejon.
A to cel naszej wędrówki następnego dnia. Brennisteinsalda - Siarkowa Fala.
Góra ma niesamowite kolory, wśród nich można dojrzeć nawet róż.
W rejonie Brennisteinsaldy ziemia jest gorąca i para wychodzi spod ziemi dosłownie wszędzie.
Pod samym szczytem znajduje się ta formacja skalna, którą zgodnie nazwaliśmy "Palec Boży".
A to widoki ze szczytu. Trudno jest opisać co czuje się w tak pięknym miejscu.

Wiktor na tle wielkej ściany. Jesteśmy tacy mali w zetknięciu z naturą.
Oto dwa piękne portrety, widzicie podobieństwo?

Po zejściu idzie się przez mokradła porośnięte trawą.

Na polu lawy spotykamy małe "Morskie Oko".
Po dwóch dniach intensywnego łażenia zdecydowaliśmy się na powrót do cywilizacji. Po drodze widzieliśmy królową islandzkich wulkanów - Heklę. Jest to najbardziej aktywny wulkan na wyspie. Ostatnio wybuchła w lutym 2000 roku.
Hjálparfoss, piękny wodospad przy drodze. Kilka osób się tam kąpało, my jakoś nie mieliśmy ochoty, brrrrr.....

sobota, 3 października 2009

Piękne chwile

Wspaniale jest usiąść, spojrzeć na swoje życie i pomyśleć, że nie jest źle, a nawet jest pięknie. Wspaniale jest pojechać do domu i chłonąć to, za czym się tęskni, co dla innych jest codziennością, a dla mnie niezwykłym powrotem do początków mojego życia i mnie samej. Powrót do domu to zawsze duże przeżycie. Zawsze odkrywam to samo: mimo mojego świadomego wyboru życia w innym kraju, w domu jest to, co ciężko zobaczyć z bliska : miłość. Z daleka codzienność i rodzinę widzi i docenia się inaczej. Trzy tygodnie w domu to mało i dużo zarazem. Kocham Islandię, ale myślę, że dobrym planem byłby coroczny pobyt w Polsce. Miejmy nadzieję, że się uda.

Helenka od początku miała szczególną więź z dziadkiem.

W ciepły letni dzień nie ma nic bardziej przyjemnego niż poobiednia drzemka.

Najbardziej kochamy tych, których znamy najdłużej.


Kasiu, dziękujemy za pyszną sałatkę!

Ozzie skradł serce Helusi...
Babcia Jola, jak zawsze kochająca i wytrwała w zabawianiu Heli.
Spotkanie z przyjaciółmi zawsze poprawia humor.
To jest przyjaźń! Poznałyśmy się w piaskownicy kroczewskiego przedszkola.
A to jest przyjaźń od kołyski.
Codzienne wieczorne spacery po naszej pięknej wsi.

Na tym zdjęciu widać po kim moja piękna siostra odziedziczyła urodę.

Helenka miała okazję spędzić miłe chwile ze swoim chrzestnym.
A ja miałam przyjemność bliżej poznać Ewę i Marysię.
Popołudniowe piwko w pięknym ogrodzie.
Maciek i Agnieszka zabrali Wiktora do Częstochowy.

A to grill, na którym zebrała się cała nasza rodzina w komplecie. Niestety było chłodno.
Wiktor bardzo cieszył się z wizyty w Olszynach.
Agnieszka to wspaniała kobieta. Nie trzeba się starać, żeby ją polubić.
To nasze ostatnie chwile na Okęciu.