piątek, 29 stycznia 2010

Noc muzeów

W ubiegłą sobotę miasto zafundowało mieszkańcom wolny wstęp do wszystkich muzeów. Były otwarte do północy.

Poniżej zdjęcia z Kjarvalsstadir, muzeum poświęconego jednemu z największych atrystów islandzkich Johannesowi Kjarvalowi.



Muzeum rzeźbiarza Asmundura Sveinssona znajduje się na ulicy sąsiadującej z naszą.

Paweł i Wiktor odwiedzili Muzeum Morskie w porcie.





Wycieczka zakończyła się w muzeum Einara Olafssona, rzeźbiarza.


wtorek, 12 stycznia 2010

Arktyczne zimno




W okresie bożonarodzeniowym mieliśmy dwa tygodnie pięknej zimy. Był taki mróz, że na oceanie pojawiła się kra. Na północy w niektóre dni porty były zamknięte ze względu na krę i góry lodowe. Mimo zimna pogoda była wspaniała, niesamowite światło. Paweł odbył kilka wycieczek rowerowych, ja natomiast pozostałam przy spacerach.






piątek, 8 stycznia 2010

Sylwester i Nowy Rok

W Sylwestra mieliśmy powtórkę ze świąt, gdyż zostaliśmy zaprooszeni do Mamis. Niestety, Helenka rano nie czuła się za dobrze i nie chcieliśmy aby wychodziła z domu, więc pojechaliśmy do Mamis na raty - najpierw Paweł z Wiktorem, potem ja, a Nowy Rok powitaliśmy razem w domu.

Wiktor zaopatrzył się w nowroczne gadżety...U Mamis, jak to zwykle bywa, czekało dużo jedzenia i miłe towarzystwo.

Było raczej spokojnie, bez szaleństw, rozmowy, muzyka.

To nasze pożegnalne zdjęcie w starym roku. Od lewej: Dominique, Valerie, Mamis, ja , Pape.

Po powrocie do domu ubrałam Helenkę i wyszliśmy przed dom podziwiać fajerwerki. Reykjavik słynie na cały świat z hucznych obchodów Nowego Roku, bo dzięki ukształtowaniu terenu miasto gwarantuje niesamowity spektakl, nie ważne gdzie się jest. Poniżej Wiktor podziwia fajerwerki na naszej ulicy.

Przez godzinę ok 23.30 do 00.30 wszędzie słychać eksplozje fajerwerków, które po prostu zamieniają się w jeden wielki huk.

A około północy w mieście robi się jasno jak za dnia.

My też mieliśmy kilka fajerwerków, trzeba przecież przyłączyć się do wspólnego świętowania.


środa, 6 stycznia 2010

W gronie przyjaciół

Drugi dzień świąt, tradycyjnie spędzamy u Dominika i Valerie. Poznałam ich dokładnie 14. czerwca 2002 roku, następnego dnia po przyjeździe tutaj. Poszłam z koleżanką do sklepu i spotkałam ich w kolejce do kasy. To była przyjaźń "od pierwszego wejrzenia". Teraz jesteśmy częścią senegalskiej rodziny i chyba nikt już nie zauważa, że jesteśmy biali, hehe. Boże Narodzenie po senegalsku to radosna impreza, dużo osób, dużo przepysznego porządnego afrykańskiego jedzenia, głośna muzyka i rozmowy do późna.

Z imigrantami z Afryki zazwyczaj jest tak, że najpierw przyjeżdża do Europy jedna osoba, potem zaprasza brata, siostrę, przyjaciela i tak łańcuszek się ciągnie. Teraz duża część ich rodziny jest tutaj, oraz we Francji.

Dominique i Valerie, bardzo ładna para, nieprawdaż?
To ich najstarsza córka Veronika, ma 10 lat, tak jak Wiktor.

Od prawej: Mamis - siostra Dominika, Edmond - brat Dominika i Mamis, Pape syn Mamis. Mamis przyjechała tu pierwsza chyba z 15 lat temu. Następny był Dominique, potem Edmond. Potem jeszcze dwóch braci, którzy tegoroczne święta spędzali w Dakarze.

Pape przyjechał tutaj z mamą jako mały chłopiec. Od początku grał w piłkę w klubie. 2 lata temu zaczął grać w pierwszoligowym klubie Fylkir a kilka miesięcy temu trener powołał go do reprezentacji narodowej. Spowodowało to nawet protest reprezentacji Senegalu, która rzekomo też by go chciała, gdyby wcześniej wiedziała o jego talencie. Teraz jego klub negocjuje transfer Pape do klubu szkockiego. Teraz już wiecie dlaczego Pape jest idolem Wiktora.

A to Nabou, przyjaciółka Mamis. Przyjechała 2 lata temu. Pół roku temu urodziła śliczne bliźnięta, chłopca i dziewczynkę.

Yssa, mąż Nabou.

Najnowszy przybysz z Senegalu : Gueye, przyjaciel Dominika.

Paweł z chłopakami, trochę odstaje kolorem, ale poza tym dobrze się razem bawią.

Mamis porwała Wiktora do tańca, na początku był trochę nieśmiały, ale potem dobrze mu szło. Nawet dał potem pokaz break dance.