Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaciele. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaciele. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 marca 2010

Babski wieczór

Dokładnie miesiąc temu odwiedziły mnie koleżanki. To były moje urodziny i miała być spora imreza z muzyką i tańcem. Niestety, po wypadku Pawełek nie nadawał się do pląsów, więc skończyło się na tym, że przyszło do mnie kilka koleżanek na babski wieczór. Paweł czuł się świetnie "między niewiastami".


Izabela, koleżanka z konsluatu.

Helene i Valerie, moje francuskie przyjaciółki.

Od lewej: Iza, Kasia, Paweł, Dominika, Helene, Valerie.

Kasia i Dominika to moje koleżanki ze studiów.

A to wszystkie kobiety wieczoru.

piątek, 8 stycznia 2010

Sylwester i Nowy Rok

W Sylwestra mieliśmy powtórkę ze świąt, gdyż zostaliśmy zaprooszeni do Mamis. Niestety, Helenka rano nie czuła się za dobrze i nie chcieliśmy aby wychodziła z domu, więc pojechaliśmy do Mamis na raty - najpierw Paweł z Wiktorem, potem ja, a Nowy Rok powitaliśmy razem w domu.

Wiktor zaopatrzył się w nowroczne gadżety...U Mamis, jak to zwykle bywa, czekało dużo jedzenia i miłe towarzystwo.

Było raczej spokojnie, bez szaleństw, rozmowy, muzyka.

To nasze pożegnalne zdjęcie w starym roku. Od lewej: Dominique, Valerie, Mamis, ja , Pape.

Po powrocie do domu ubrałam Helenkę i wyszliśmy przed dom podziwiać fajerwerki. Reykjavik słynie na cały świat z hucznych obchodów Nowego Roku, bo dzięki ukształtowaniu terenu miasto gwarantuje niesamowity spektakl, nie ważne gdzie się jest. Poniżej Wiktor podziwia fajerwerki na naszej ulicy.

Przez godzinę ok 23.30 do 00.30 wszędzie słychać eksplozje fajerwerków, które po prostu zamieniają się w jeden wielki huk.

A około północy w mieście robi się jasno jak za dnia.

My też mieliśmy kilka fajerwerków, trzeba przecież przyłączyć się do wspólnego świętowania.


środa, 6 stycznia 2010

W gronie przyjaciół

Drugi dzień świąt, tradycyjnie spędzamy u Dominika i Valerie. Poznałam ich dokładnie 14. czerwca 2002 roku, następnego dnia po przyjeździe tutaj. Poszłam z koleżanką do sklepu i spotkałam ich w kolejce do kasy. To była przyjaźń "od pierwszego wejrzenia". Teraz jesteśmy częścią senegalskiej rodziny i chyba nikt już nie zauważa, że jesteśmy biali, hehe. Boże Narodzenie po senegalsku to radosna impreza, dużo osób, dużo przepysznego porządnego afrykańskiego jedzenia, głośna muzyka i rozmowy do późna.

Z imigrantami z Afryki zazwyczaj jest tak, że najpierw przyjeżdża do Europy jedna osoba, potem zaprasza brata, siostrę, przyjaciela i tak łańcuszek się ciągnie. Teraz duża część ich rodziny jest tutaj, oraz we Francji.

Dominique i Valerie, bardzo ładna para, nieprawdaż?
To ich najstarsza córka Veronika, ma 10 lat, tak jak Wiktor.

Od prawej: Mamis - siostra Dominika, Edmond - brat Dominika i Mamis, Pape syn Mamis. Mamis przyjechała tu pierwsza chyba z 15 lat temu. Następny był Dominique, potem Edmond. Potem jeszcze dwóch braci, którzy tegoroczne święta spędzali w Dakarze.

Pape przyjechał tutaj z mamą jako mały chłopiec. Od początku grał w piłkę w klubie. 2 lata temu zaczął grać w pierwszoligowym klubie Fylkir a kilka miesięcy temu trener powołał go do reprezentacji narodowej. Spowodowało to nawet protest reprezentacji Senegalu, która rzekomo też by go chciała, gdyby wcześniej wiedziała o jego talencie. Teraz jego klub negocjuje transfer Pape do klubu szkockiego. Teraz już wiecie dlaczego Pape jest idolem Wiktora.

A to Nabou, przyjaciółka Mamis. Przyjechała 2 lata temu. Pół roku temu urodziła śliczne bliźnięta, chłopca i dziewczynkę.

Yssa, mąż Nabou.

Najnowszy przybysz z Senegalu : Gueye, przyjaciel Dominika.

Paweł z chłopakami, trochę odstaje kolorem, ale poza tym dobrze się razem bawią.

Mamis porwała Wiktora do tańca, na początku był trochę nieśmiały, ale potem dobrze mu szło. Nawet dał potem pokaz break dance.

piątek, 25 grudnia 2009

Wigilia


Rok temu spędziliśmy wigilię sami i tego roku mieliśmy nadzieję, że to się nie powtórzy. Nie dlatego, że byliśmy nieszczęśliwi, ale zawsze spędzaliśmy wigilę w większym gronie rodziny lub przyjaciół. Boże Narodzenie to nie jest czas na samotność ani ciszę, dla mnie to zawsze był czas wspólnych przygotowań, gotowania, pieczenia, objadania się przysmakami, wspólnego relaksu po długim roku. Dlatego ucieszył nas fakt, że Tomek i Iza chcieli spędzić z nami tegoroczny wieczór wigilijny. To były ich pierwsze święta poza domem, a my chcieliśmy kogoś zaprosić, więc bardzo dobrze się złożyło.

Ja i Iza smażymy rybę i podgrzewamy przysmaki. Iza i Tomek przynieśli rybę po grecku, pierogi z grzybami, groch z kapustą oraz szwecki glock - coś w rodzaju korzennego wina które pije się na gorąco. Ja zrobiłam kapustę z fasolą, pstrąga z migdałami, barszcz i ciasta.
Nasz stół.
Obawialiśmy się, że nie będzie wystarczająco duże potraw, a okazało się, że było ig grubo ponad 12 i naprawdę duże zostało, bo ile można jeść...

Helenka jak widać była w świetnym nastroju.

Bardzo podobała jej się światłowodowa lampka, jeden z prezentów gwiazdkowych.

Wiktor też nie omieszkał wypróbować technik Helenki ;-)

Wieczór upłynął nam na spokojnych rozmowach w miłej atmosferze.


Wiktor dostał od naszych gości w prezencie szachy i Tomek zagrał z nim kilka partyjek. Od wigilii gramy w szachy codziennie. W Islandii to bardzo popularna gra.

wtorek, 3 listopada 2009

Jesienne głupoty

Zrobiło się naprawdę zimno, w powietrzu czuć polarny powiew mrozu. Miasto powoli okrywa się milionem świątecznych światełek, jest ciemno. Nasza jesień to kilka tygodni, kiedy wszystko błyskawicznie się zmienia i wspomnienia po lecie trzymają nas przy życiu... Czekamy na święta.

Po wakacjach nie robiliśmy nic specjalnego, ja wróciłam do szkoły, mam dużo nauki, Paweł nawał pracy, a Wiktor ciągle gra w piłkę. Oto kilka zdjęć z ostatnich tygodni.

W zimę częściej niż latem chodzimy karmić ptaki.

Mąż czasem wpada do domu w ciągu dnia, jeżeli ma jakieś zlecenie niedaleko. Jak widać, pracuje bardzo ciężko.

(((( Tu było zdjęcie Pawła z twarzą pokrytą białym kurzem, usunięte z powodu przerażenia znajomych i rodziny. ))))



Wiktor czasem chodzi na stadion na mecze, kibicować islandzkiej drużynie narodowej.

W październiku odwiedziły nas koleżanki: Sarah z Anglii i Anjali z Irlandii.
W październiku Ólöf zakończyła pracę w przedszkolu Helenki. Nadal jest jednak jej zastępczą mamą i Helenka spędza u niej jeden weekend w miesiącu.

środa, 7 października 2009

Keilir

Naszą ostanią letnią przygodą był wypad na Keilir. Jest to nieduża góra (379 m) niedaleko od stolicy, na półwyspie Reykjanes. Samo wejście na nią nie trwa długo, ale najpierw trzeba do niej dojść przez pole lawy.

Na tę wyprawę wybraliśmy się w dobrym towarzstwie: z Rufinem, Sylwią i Nasti.

Wspinaczka nie jest długa, ale intensywna i trudna, bo w pewnym momencie zbocze góry zamienia się w grząski żwir.
Dla wytrwałych w nagrodę były ciasteczka i piwo (tylko dla dorosłych oczywiście).
Jak widzicie Wiktor ma nowy styl pozowania do zdjęć.
Po zejściu z góry świętowaliśmy dokonanie w domu przy grillu.

sobota, 3 października 2009

Galeria naszych pociech

Dzieci są wspaniałe. Ja i Paweł zawsze się śmiejemy, że są jak złote rybki - śliczne i w ciągłym ruchu. Możesz patrzeć i patrzeć, i nigdy ci się nie znudzi. Na mnie w tegoroczne wakacje czekało wiele niespodzianek. Dzieci mają to do siebie, że szybko rosną. Jestem teraz na miejscu cioć i wujków, którzy w dzieciństwie, widząc mnie po długiej przerwie mówili: "Ojej, jaka jesteś już duża!". Teraz ja jestem tą osobą patrzącą ze zdumieniem na dzieci i zastanawiającą się jak to możliwe, że tak szbko rosną. W Polsce przeżyłam więc wile momentów zachwytu i zadziwienia, a także miałam przyjemność poznać kilka "nowych nabytków";-)


Maja Doktor DoLittle
Maja uwielbia zwierzęta, a one lubią ją. Czasem spokojna i grzeczna, czasem wodzirej dzikich zabaw. Najważniejsze, że podobało jej się lato na naszym podwórku ;-) Aha, według Wiktora należy do fajnych dziewczyn spoza kategorii "Barbie".
J.Adzia
Oto zaskoczenie roku. Z mojej malutkiej pulchniutkiej Adziuni wyrosła chuda długonoga laska... Przez kilka dni nie mogłam własnym oczom uwierzyć!!! Na szczęście serduszko takie samo. Moja ulubiona towarzyszka gier, zabaw i wieczorów filmowych.
Adaś
Niespożyta energia połączona z nieumęczonym pragnieniem poznawania świata. Ma piękny, śpiewający głosik, zupełnie jak Róża w tym wieku. Myślę, że gdybym miała okazję, bawiłabym się z nim świetnie, to bardzo fajny chłopczyk.
Marysia
Przepiękny łobuziak! Szczebiocze jak kanarek, podskakuje jak piłeczka. Silny charakterek, jak przystało na doskonałe połączenie swoich rodziców.
Wiktorius
No cóż, co mogę powiedzieć o moim synu... Tęskni do Polski, ale dobrze, że wróciliśmy, bo zapomniałabym jak wygląda!!! Obecnie jest na etapie robienia głupich min do zdjęć i grania w piłkę 100 razy dziennie.
Helcia
Dla Helenki były to najlepsze wakacje od kilku lat. Niesamowite jak szybko się zaaklimatyzowała w Kroczewie. Ona po prostu pamięta i wie o wiele więcej niż ją podejrzewamy.
Maciucha
Maciek do dzieci już się nie zalicza, ale ja nadal dobrze pamiętam jak opowiadałam mu bajki na dobranoc. Najbardziej podoba mi się, że dba o swoją siostrę i mamę, jest dobrym kierowcą i umie pleść chałki.
Różuś
Najbardziej w Róży lubię jej poczucie humoru, no i oczywiście talent artystyczny. Podziwiam za oddanie swojemu bratu i rodzicom. Miło patrzeć jak poważnie podchodzi do swoich obowiązków. Niestety nie do pobicia w Scrabble.