sobota, 30 maja 2009

Na końcu świata

Są na tym świecie takie miejsca, które trudno opisać słowami, gdzie wydaje się, że czas nie płynie, gdzie zapominasz o wszystkim i po prostu jesteś, oddychasz, patrzysz i dziękujesz Bogu za to, że żyjesz. Krisúvíkurberg - południowe wybrzeże Islandii.

Widzicie nasz samochód? Mała plamka po lewej stronie.



Mała przeprawa przez rzekę.

wtorek, 19 maja 2009

Być jak Robert Makłowicz

Słyszałam, że niektóre osoby z telewizji są sympatyczne tylko na ekranie. Z całą pewnością stwierdzam, że Robert Makłowicz do nich nie należy, bo w rzeczywistości jest dokładnie taki sam jak w swoich programach: bezpośredni, dowcipny, kulturalny. Spotkaliśmy go w Hotelu Grand podczas Polkiego Tygodnia. Na koncercie Agi Zaryan siedział obok nas przy stoliku, a po koncercie mieliśmy okazję z nim porozmawiać. Był bardzo zdziwiony wszechobecnością Polaków na wyspie, bo gdziekolwiek nie poszedł, trafiał na rodaków. Kuchnia islandzka sama w sobie jest prosta, więc przy jego kulinarnej wirtuozerii nie była niczym nadzwyczajnym, był natomiast zachwycony jakością islandzkich produktów mlecznych, baraniny i ryb. Nasi rodzice z pewnością mogą zaświadczyć, że masełko islandzkie nie ma sobie równego, a baranina jest tak delikatna i pełna smaku, że w zasadzie nie potrzebuje przypraw.

Po kilku godzinach słuchania jego kulinarnych opowieści, trudno jest nie marzyć o pysznościach. Myślę, że większość z tych, którzy go spotkali, wypróbuje przepis na baraninę, zaproponowany przez mistrza.

Udziec barani Roberta Makłowicza

Udziec należy umyć, następnie wykonać głębokie nacięcia nożem. W każde nacięcie wkładamy pół ząbka czosnku. Nacieramy udziec oliwą z oliwek i obsypujemy tymiankiem, pieprzem i solą. Obsmażamy w brytfance a ż się zarumieni, poczym przekładamy do piekarnika i pieczemy około 2 godziny pod przykryciem, następnie zdejmujemy pokrywkę, aby wierzch się przyrumienił. Pyszne!

Programy o Islandii z udziałem Roberta Makłowicza zostaną wyemitowane we wrześniu.

poniedziałek, 11 maja 2009

Aga Zaryan

Pod koniec kwietnia nasz niedawno otwarty, lecz prężnie działający konsulat, zorganizował Tydzień Polski. Większość imprez odbywała się w Hotelu Grand, bardzo blisko naszego domu. Jedną z głównych atrakcji był koncert Agi Zaryan, piosenkarki jazzowej. Raczej rzadko słucham jazzu, więc tak naprawdę nie wiedziałam czego oczekiwać, poszłam na koncert aby odkryć coś nowego. Odkrycie przeszło moje oczekiwania. Aga Zaryan to wspaniała artystka o pięknym głosie i wyjątkowej charyzmie. Zaśpiewała wiele pięknych pisenek po polsku i angielsku. Nieskazitelną angielszczyzną opowiadała o swoich piosenkach, o muzyce, Polsce i o Powstaniu Warszawskim, któremu zadedykowała jedną ze swoich płyt. Po koncercie miałam okazję zamienić z nią kilka słów. Była taka jak na scenie, niezwykle miła, bezpośrednia i otwarta. Bardzo się cieszę, że miałam okazję ją spotkać.

piątek, 1 maja 2009

Viva Liverpool !!!

W ciągu ostatniego roku Wiktor bardzo zainteresował się piłką nożną. Zaczęło się od wizyty dziadka Mirka i wspólnego oglądania Euro 2008. Potem zaczęły się wyjścia na boisko, na mecze na stadionie, no a teraz mamy już zupełnie oddanego futbolowi małego piłkarza. Od kilku miesięcy Wiktor gra codziennie z tatą albo z kolegami, ogląda wszystkie bieżące rozgrywki, a nawet stare mecze sprzed 10 czy 20 lat. Ulubionym piłkarzem Wiktora jest Fernando Torres, a jego klub, Liverpool stał się już naszym ulubionym klubem, któremu wszyscy kibicujemy. Tak się szczęśliwie składa, że Mummi ( mąż Ólöf, rodzina zastępcza Helenki) jest prezesem jednego z największych fanklubów piłkarskich w kraju, Islandzkiego Fanklubu Liverpoolu, więc często jeżdzi tam na mecze. Ma też różnego rodzaju gadżety, np. na Gwiazdkę Wiktor dostał od niego piękny szalik, w którym chodzi na mecze.Oto kolekcja kart z piłkarzami, które Wiktor zawzięcie kupuje i wymienia się z kolegami.

Około miesiąc temu Ólöf i Mummi pojechali do Liverpoolu na mecz Liverpool - Aston Villa i przywieźli dla Wiktora "małą" niespodziankę. Koszulkę Liverpoolu i autograf Fernando Torresa!!! Oto Witkor w całej okazałości, dumny i szczęśliwy.A oto Fernando Torres wraz z członkami islandzkiego fanklubu. Mummi stoi po prawej stronie Fernanda, a pierwsza od lewej stoi Elisabet, córka Mummiego i Ólöf.
Na koniec dodam, że Helenka, jak przystało na najważniejszego kibica w domu, też dostała bluzę Liverpoolu.