poniedziałek, 25 lutego 2008

Úlfarsfell


W niedzielę rano Paweł i Wiktor wybrali się na Úlfarsvell. Jest to niewielkie wzgórze w okolicy Reykjaviku, z którego roztacza się piękny widok na całą okolicę: na miasto, góry, lodowiec i ocean. Wejście zajmuje niecałą godzinkę i jest łatwe. Teraz, wszystko absolutnie białe, wygląda przepięknie.



niedziela, 24 lutego 2008

30

Wczoraj były moje 30 urodziny. Cóż można rzec... chyba tylko jak ten czas leci!!! Pamiętam moje 20 urodziny i nie myślałam wtedy, że to 10 lat tak szybko zleci, no i na pewno nie myślałam, że moje życie potoczy się tak, jak się potoczyło. Na szczęście mogę zacytować słowa Edith Piaf "Niczego nie żałuję", bo doprawdy nie mam czego, a na pewno mam się z czego cieszyć. Myślę tu przede wszystkim o mojej rodzinie: rodzicach i najbliższych, a także o tym kraju i naszych przyjaciołach, niezawodnych, solidnych i sprawdzonych.

Wczoraj, niestety nie mogliśmy zorganizować żadnej imprezy, jako że Helenka dopiero co wróciła ze szpitala, może zrobimy coś za tydzień. Mimo tego dzień był bardzo miły. Paweł upiekł swoje standardowe ciasto, kupił piękny prezent i przez cały dzień zajmował się domem i dziećmi. Po południu pojechaliśmy kawałek za Reykjavik, aby podziwiać absolutnie spektakularny zachód słońca. Wieczorem wypiliśmy po lampce wina i wspominaliśmy stare dobre czasy. Wiktor zatańczył dla mnie, prezentując to, czego nauczył się na lekcjach break dance, a Hela cały wieczór grzeczniutko się przytulała i mruczała sobie do muzyki. To był wyjątkowo miły dzień.




środa, 20 lutego 2008

W szpitalu


Od ubiegłego czwartku Hela nie czuła się dobrze. Myślałam, że to jedna z tych trzydniowych gorączek, więc dawałam jej ibufen i czekałam, aż jej przejdzie. Niestety nie przeszło. W poniedziałek rano przywiozłam ją tutaj, do szpitala dziecięcego. Okazało się, że sprawa jest raczej poważna, na wejściu zrobili jej test krwi i jej CRP wynosiło 218, więcej niż trzy razy ponad normę. Po dodatkowych testach okazało się, że ma wirusa o nazwie RSV, typowy wirus dziecięcy. Dla Heli jest to niestety najgorsza choroba jakiej jej przyszło do tej pory doświadczyć. Nigdy nie była jeszcze taka chora i taka biedna... Gorączka ponad 40, strasznie męczący suchy kaszel, ciągłe wymioty i kompletnie zatkany nos. Przez 2 dni ledwo dyszała, naprawdę się bałam. Na szczęście wczoraj po południu się polepszyło, a dziś jest już o wiele lepiej. Jeżeli jutro nic się nie zmieni, wracamy do domu.

czwartek, 14 lutego 2008

Dzień Walentego

Spieszmy się

Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko to, co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie, że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego

Nie bądź pewny, że czas masz, bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stad odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się nie umierać
kochamy wciąż za mało i stale za późno

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny

Spieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą


Ks. Jan Twardowski

"Nowa" Hela

Dzisiaj byłyśmy z Helą na wizycie kontrolnej w szpitalu. Co dwa miesiące chodzimy tam na sprawdzenie jak idzie z gastrostomią, czy nie ma infekcji. Hela jest ważona, mierzona, itd. Dzisiaj waży prawie 8 kg, czyli o 2 kg więcej niż przed gastrostomią. Spotykamy tam zawsze trzy osoby: Luther- lekarz Heli, gastroenterolog, Margret, pielęgniarka dzieci z gastrostomią, i Gisela, dietetyk. Wszyscy troje dziś jednogłośnie stwierdzili, że to całkiem nowe dziecko, taki zrobiła postęp i tak ładnie wygląda. Poniżej zdjęcia z przedszkola z ostatnich dwóch miesięcy.


W ostatki Hela zajęła 3 miejsce w konkursie na najładniejsze przebranie


Nowy chodzik, Hela go bardzo lubi i chodzi po całym przedszkolu!



Zabawa z psem (niestety nie prawdziwym)

Puzzle


Na czworakach


Na piłce


Zabawa piaskiem


Specjalny program komputerowy, może rysować palcem po ekranie, a kiedy dotyka ekranu lub klawiatury, komputer gra i wydaje różne dźwięki


Gra na organach




Na basenie, Hela uwielbia tam chodzić!



wtorek, 12 lutego 2008

Wieści z dalekiego kraju

W ubiegłym tygodniu dostałam zdjęcia z Polski. Tata i mama przysłali mi całą płytę. Były na niej najróżniejsze zdjęcia. Oglądając je miałam łzy w oczach, widząc moją rodzinę, moich bliskich. Tutaj jesteśmy szczęśliwi, tutaj teraz jest nasz dom, ale chwile nostalgii przychodzą czasem i przypominają nam tych, których kochamy. Na szczęście ktoś mądry wymyślił telefon, internet i aparat fotograficzny... Dobrze jest popatrzeć na swoich bliskich, jak mówił Kochanowski, "serce roście"!

Mamusia i Tatuś

JadziaMoja rodzina
Wigilia w Kroczewie

poniedziałek, 4 lutego 2008

Boludagur i sprengidagur

Boludagur oznacza dosłownie "dzień kulki". Jest to nic innego jak polski tłusty czwartek, tyle, że tutaj jest to poniedziałek i zamiast pączków i faworków je się ptysie. Są to najróżniejsze ptysie: z kremem śmietankowym, truskawkowym, z polewą czekoladową, karmelową, posypane cukrem pudrem, wiórkami kokosowymi, z ciasta jasnego lub czekoladowego... Szczerze mówiąc, nie przepadamy za nimi, są okropnie przesłodzone, ale trzeba zjeść przynajmniej jednego, żeby tradycji stało się zadość. Od piątku dostaliśmy już dwa pudełka ptysiów. W zwyczaju jest zanieść ptysia swoim przyjaciołom, rodzinie, zaprosić kogoś na kawę i ciastko. Boludagur przypada zawsze 7 tygodni przed Wielkanocą, zawsze w poniedziałek. Na kolację też powinno się zjeść coś okrągłego, np pulpety rybne, albo mięsne.

Następnie, we wtorek jest sprengidagur, to dzień w którym je się grochówkę i solone mięso. Jest to zwyczaj jeszcze z czasów bardzo zamierzchłych, kiedy Islandia była krajem katolickim. Solone mięso, jest to baranina marynowana w dużej ilości soli na stary sposób. Tak je przechowywali Wikingowie i do dziś jest to dosyć powszechny sposób marynowania mięsa. Na takim mięsie gotuje się grochówkę, potem wyjmuje się mięso, kroi w duże plastry i zjada się na kolację. Trzeba zjeść dużo, bo sprengidagur oznacza "dzień pękania".

niedziela, 3 lutego 2008

Kroczewo

Zima w Kroczewie też jest piękna. Nasza ostatnia zima tam spędzona była super. Co prawda Hela dużo chorowała, ale poza tym było ok. Pamiętam góry śniegu na drogach i zaspy w naszym ogródku. Pamiętam, że woziliśmy Wiktora do szkoły na sankach. Raz udało nam się nawet przewieźć Helę, ale bardzo się bała.



- 16

Przedwczoraj było u nas -16. Na polskie warunki to nic wielkiego, ale tutaj do tego wieje, więc można było zamarznąć na kość. Samochód na szczęście zapalił. Jedyne pocieszenie to piękno tego kraju. Na zdjęciach Wiktor w kanionach na Oskjuhlíð (wzgórze w Reykjaviku).