Wczoraj, niestety nie mogliśmy zorganizować żadnej imprezy, jako że Helenka dopiero co wróciła ze szpitala, może zrobimy coś za tydzień. Mimo tego dzień był bardzo miły. Paweł upiekł swoje standardowe ciasto, kupił piękny prezent i przez cały dzień zajmował się domem i dziećmi. Po południu pojechaliśmy kawałek za Reykjavik, aby podziwiać absolutnie spektakularny zachód słońca. Wieczorem wypiliśmy po lampce wina i wspominaliśmy stare dobre czasy. Wiktor zatańczył dla mnie, prezentując to, czego nauczył się na lekcjach break dance, a Hela cały wieczór grzeczniutko się przytulała i mruczała sobie do muzyki. To był wyjątkowo miły dzień.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz