środa, 20 lutego 2008

W szpitalu


Od ubiegłego czwartku Hela nie czuła się dobrze. Myślałam, że to jedna z tych trzydniowych gorączek, więc dawałam jej ibufen i czekałam, aż jej przejdzie. Niestety nie przeszło. W poniedziałek rano przywiozłam ją tutaj, do szpitala dziecięcego. Okazało się, że sprawa jest raczej poważna, na wejściu zrobili jej test krwi i jej CRP wynosiło 218, więcej niż trzy razy ponad normę. Po dodatkowych testach okazało się, że ma wirusa o nazwie RSV, typowy wirus dziecięcy. Dla Heli jest to niestety najgorsza choroba jakiej jej przyszło do tej pory doświadczyć. Nigdy nie była jeszcze taka chora i taka biedna... Gorączka ponad 40, strasznie męczący suchy kaszel, ciągłe wymioty i kompletnie zatkany nos. Przez 2 dni ledwo dyszała, naprawdę się bałam. Na szczęście wczoraj po południu się polepszyło, a dziś jest już o wiele lepiej. Jeżeli jutro nic się nie zmieni, wracamy do domu.

Brak komentarzy: