

Nasza piękna zima wciąż trwa. Reykjavik tonie w śniegu. Codziennie jest go coraz więcej. Dwa razy temperatura się podniosła, ale potem znowu opadła i nawet gdy trochę śniegu się roztopiło, to zaraz napadał nowy. Zaczyna się też robić widno, słońce wstaje już o 10, a nie o 12 jak miesiąc temu. Jeszcze tylko luty i w marcu nie będzie już ciemno. Z utęsknieniem oczekujemy wiosny, nie tylko z powodu pogody, ale ze względu na Helę, będzie na pewno mniej chorowała, no i w maju będziemy mieli pierwszych gości. 25 maja Wiktor przystępuje do I Komunii Sw. Moi rodzice przylatują 21 maja. Trudno opisać jak się cieszę. Będą to pierwsze wakacje z rodzicami od bardzo dawna. Cieszę się też ze względu na nich, wreszcie sobie odpoczną, szczególnie tata.
Mimo, że często rozmawiamy z rodzicami przez telefon, spotkanie osobiste jest jednak dużym przeżyciem i z pewnością podbuduje nas na duchu. W żadnym innym kraju nie odczuwałam tak odległości dzielącej mnie z domem. Tutaj, chyba fakt, że jesteśmy na wyspie i zawsze widzimy ocean i ten bezkresny horyzont, sprawia, że fizycznie odczuwamy tę odległość i izolację. Jesteśmy wciąż w Europie, ale jednak "trochę" na uboczu, haha!
P.S. Jako, że rodzice wkrótce przyjadą, dołączam ich do naszej listy.








































