niedziela, 27 kwietnia 2008

Pierwszy dzień lata

W ubiegły czwartek, 24 kwietnia obchodzimy na Islandii Pierwszy Dzień Lata. Jest to dzień wolny od pracy i szkoły. Tak, tak, chodzi o lato arktyczne. U nas mamy tylko dwie pory roku i dlatego z tej cieplejszej należy się niezwykle cieszyć. Lato było dla nas łaskawe i przyszło, witając nas pięknym, ciepłym dniem. Z tej okazji wybraliśmy się do Zoo. Mieszkamy obok całego kompleksu sportowo rekreacyjnego i jego częścią jest park rodzinny i zoo. Nie jest to takie zoo, jakie mamy w Polsce. Są tu tylko zwierzęta występujące na Islandii (inne by tu nie przeżyły, nawet w zoo). Mamy więc zwierzęta domowe : konie, krowy, świnie, kozy, owce, kury, kaczki, gęsi, króliki, indyki. Jest też klka akwariów z tutejszymi rybami i skorupiakami. Oprócz tego są wydry, renifery, lisy polarne i foki. W parku jest wspaniały plac zabaw z karuzelami, wieżą widokową, łódkami i wieloma atrakcjami dla dzieci.
Wybraliśmy się więc tam we czwórkę. Ja, Hela, Wiktor i Nasti (Anastazja), koleżanką Wiktora.

środa, 23 kwietnia 2008

Wiktor na Broadway'u

Dansskóli Jón Péturs og Köru - szkoła tańca, do której chodzi Wiktor, zorganizowała w niedzielę pokaz taneczny na koniec sezonu. Wiktor skończył trzymiesięczny kurs tańca break dla początkujących. Teraz ma zamiar kontynuować, idzie mu całkiem dobrze. Pokaz był wspaniały. Tańczyły dzieci ze wszystkich grup tanecznych. Były więc tańce towarzyskie, latynoamerykańskie i ludowe. Były też grupy freestyle, break, a na koniec pokazu wystąpili mistrzowie świata w 10 tańcach z Danii - Peter i Kristina Stokkebroe.

niedziela, 20 kwietnia 2008

Kuchnia islandzka cz.2 Rybki

Ostatnio pisałam o baranim mięsie i jego przetworach. Dzisiaj będzie o rybeńkach. Oczywiście jest ich u nas dostatek ogromny. Mamy ryby morskie i słodkowodne. Oczywiście, tak jak w przypadku baraniny, wśród islandzkich potraw rybnych również znajdziemy bardzo oryginalne specjały.

Na pierwszym miejscu powinnam wymienić króla ryb: łososia. Je się go wędzonego, marynowanego, solonego, pieczonego i smażonego na masełku. Moim zdaniem najlepszy jest ten ostatni i często go robię. Inne popularne i bardzo dobre ryby to pstrąg, dorsz, łupacz, śledź, halibut.

Łosoś z patelni
Rolada z łososiaŁosoś wędzony w koperku i gorczycy
Pstrąg z patelni
Dorsz smażony na maśle

Popularną przekąską jest hardfiskur - suszona na wietrze ryba. Je się ją do piwa, albo tak po prostu pochrupuje, najlepiej z masłem.
Najbardziej kontrowresyjną potrawą na Islandii jest wieloryb. Przez kilka lat łowienie wielorybów było tu zabronione, ale 3 lata temu znów można je łowić. W każdej dobrej restauracji można zjeść stek wielorybi. Muszę się przyznać, że jedliśmy go dwa czy trzy razy, jest to bardzo smaczne mięso, a wygląda tak:

Na koniec muszę wymienić typowo islandzką przekąskę, można ją dostać tylko tutaj, jest doprawdy jedyna w swoim rodzaju... Jest to hákarl - zgniły rekin. Mięso rekina zawiera mocznik i cyjanek, więc musi przejść długi proces uzdatniania do spożycia. Aby to się mogło stać, mięso musi przejść proces gnicia nie raz, ale wielokrotnie! Po złowieniu i wypatroszeniu, rekina kroi się na podłużne grube kawałki, myje się bardzo dokładnie, aby usunąć wszelką krew i śluz. Potem trzeba znaleźć odpowiednie miejsce na zakopanie rekina. Najlepszy jest luźny, gruby żwir nad morzem, daleko od domu, tak, aby nie dochodził zapach (rekin "pachnie" amoniakiem). Potem należy wykopać średniej głębokości dół i ułożyć w nim kawałki rekina układając je bardzo ścisło. Najlepiej jest robić to kiedy jest ciepło, lecz nie za gorąco. Potem należy go przysypać żwirem i położyć kilka ciężkich kamieni na wierzchu. Zostawia się go tam na około 7 tygodni latem, lub 3 miesiące zimą. Wtedy z ciała rekina wyciekają płyny i proces gnicia się rozpoczyna. Potem, kiedy rekin już ładnie pachnie (ojoj) amoniakiem, odkopuje się go, myje, po czym wiesza na specjalnym stojaku, zbudowanym tak, aby mięso miało dużo powietrza, ale by słońce na nie nie świeciło. Rekin tak sobie wisi przez 2 do 4 miesięcy w zależności od pogody. Im jest bardziej sucho, tym szybciej mięso wyschnie. Kiedy jest już suche odkraja się twardą skórę, kroi się mięso na małe kawałeczki i zjada, popijając je najlepiej kieliszeczkiem zimnego Brennivin - islandzkiej wódki. Niestety nie mogę powiedzieć, że rekin jest smaczny. Smakuje jak najmocniejszy z serów francuskich wymieszany ze zgniłą rybą, nie mówiąc o zapachu i o tym, że strasznie ciężko go pogryźć, bo jest twardy jak podeszwa. To jest jednak moje zdanie, które podzielają jedynie inni obcokrajowcy, bo Islandczycy go uwielbiają i traktują jak delikates, jest bardzo drogi! Podobno trzeba go zjeść kilka razy, aby się przyzwyczaić i potem można dopiero docenić jego walory smakowe! Cóż, wszystko jeszcze przede mną...



sobota, 12 kwietnia 2008

Hraun

Od wczoraj Hela jest u rodziny zastępczej. Będzie tam przez cały weekend. Dzisiaj jest piękna pogoda, więc rano wyskoczyliśmy sobie na małą przechadzkę do Hraun. Jest to piękna okolica zaraz za miastem, nad zatoką Straumsvík. Są tam niesamowite, bardzo głębokie pękniecia ziemi, lawa, głębokie kaniony, olbrzymie głazy. Wspaniała okolica na mały wypad.

Wiktor czuje się w takich miejscach jak ryba w wodzie.

Pęknięcie ziemi, trzeba uważać, żeby nie wpaść!


Ułożona z kamieni świątynia.


Wiktor świetnie się wspina. Najgorsze jest to, że w ogóle się nie boi...

W tle stara farma przerobiona na letni dom.
Rumowisko nad samym morzem. Płynąca lawa przyniosła tu tyle kamieni.

Pod koniec przechadzki niektórzy byli trochę zmęczeni...

poniedziałek, 7 kwietnia 2008

Zdolna bestia



Heiðar (szef) poprosił Pawła, żeby przyszlifował płetwę delfinowi, bo odłamała się podczas transportu. Rzeźba została przywieziona z Włoch. Kiedy Paweł szlifował rzeźbę, ulicą przechodzili ludzie, zatrzymywali się i szeptali "Patrz na tego faceta, ale ma talent!" Najwyraźniej wzięli Pawła za rzeźbiarza przy pracy...Wtedy Heiðar wyciągnął aparat i zrobił te zdjęcia.

niedziela, 6 kwietnia 2008

Kuchnia islandzka cz.1 "Beeeeeeeee" :-)

Już od dawna zbieram się aby napisać o kuchni islandzkiej. Jest to temat niezwykle ciekawy. Nie jest to kuchnia o wielkiej różnorodności, tutejsze specjały są raczej proste, aczkolwiek znajdziemy kilka szokujących przysmaków! Ogólnie rzecz biorąc produkty islandzkie są bardzo zdrowe: mleko, przetwory mleczne i mięso są bardzo dobrej jakości, naturalne. Tutejsza woda i powietrze są praktycznie nieskażone, więc zwierzęta są również zdrowe.
Zacznę od tutejszego smakołyku, absloutnie najlepszej moim zdaniem potrawy islandzkiej - lambalæri.
Lambalæri to pieczony udziec barani. Obsypuje się go ziołami, przyprawia solą i pieprzem, można nafaszerować pokrojonymi ząbkami czosnku. Można go piec w piekarniku, lub też starą islandzką metodą, w dziurze w ziemi. Wykopuje się dół w ziemi, uprzednio wykrajając murawę, tak, aby można było potem nią przykryć mięso. Do dołu wkłada się węgle, podpala się je, potem kładzie się udziec (zawinięty w folię aluminiową lub w naczyniu glinianym) obsypuje się go węglami, potem przykrywa murawą zostawiając mały otwór dla dymu i do dmuchania. Wygląda to tak:

A tak wygląda po upieczeniu:


Do tego podaje się sos własny (na bazie sosu z upieczonego mięsa), ziemniaczki w białym sosie, czerwoną kapustę marynowaną, oraz groszek zielony i kukurydzę. Pycha!

Inny specjał to szynka barania hangikjöt. Kupuje się uwędzoną, gotuje się ją w domu, potem można jeść na gorąco lub na zimno.W dawnych czasach, kiedy transport morski i lotniczy jeszcze nie był rozwinięty, Islandczycy zdani byli tylko na siebie. Byli więc bardzo oszczędni w jedzeniu, to znaczy nic się nie mogło zmarnować, zjadali owcę w całości. Do dziś je się pewne części owcy głównie dla podtrzymania tradycji, nie ze względu na walory smakowe (przynajmniej taką mam nadzieję!).

Svíð. Głowa barania. Sposób przygotowania: świeżo odciętą głowę solimy, potem przechowujemy w temperaturze pokojowej przez tydzień. Potem opalamy silnym płomieniem, np na gazie, żeby cała sierść się spaliła, a skóra była prawie czarna. Potem przekrajamy głowę na pół, czyścimy wnętrze usuwając mózg i inne interesujące organy, poczym wrzucamy do osolonej wody i gotujemy przez godzinę. Podajemy z ziemniaczkami i puree z rzepy. Przepis mam od znajomych, jeszcze nie wypróbowałam, może kiedyś...

Hrútspungar. Baranie jądra marynowane ( głowę kiedyś próbowałam, ale tego na pewno nie zjem, Paweł próbował niedawno!)


S
alceson z głowy baraniej - svíðasulta.

sobota, 5 kwietnia 2008

Caruso

Po ponad miesiącu od moich 30 urodzin udało nam się wymknąć na obiad do restauracji, aby uczcić tę niezwykłą okazję (za następne 10 lat będzie jeszcze bardziej niezwykle, haha). Byliśmy już w wielu restauracjach w Reykjaviku i innych miasteczkach i wsiach i ogólnie, poziom takich lokali jest tutaj bardzo wysoki. Jedzenie jest drogie, ale przepyszne. Caruso to restauracja włoska. Wybralśmy się tam z naszą koleżanką i jej chłopakiem, ona też miała niedawno urodziny.
Wnętrze restauracji jest piękne, jest to bardzo stary dom, więc w środku stylowy wystrój. Ja i Sarah zamówiłyśmy na początek sałatkę z pomidorów i mozarelli, a chłopcy, cóż... ślimaki!! Potem były steki z langustami i na deser ciastko czekoladowe płynne w środku, pycha! Do tego dobre czerwone wino i wspaniała obsługa, było super! Oczywiście ledwo można po tym wstać od stołu, ale na szczęście nie robimy tego często.

czwartek, 3 kwietnia 2008

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce...


Wiktor, jak to dziecko w tym wieku, co kilka miesięcy ma nowy "odjazd". Jakiś czas temu były to samochodziki Hot Wheels, potem Spiderman, ale od kiedy nastały Gwiezdne Wojny, nic już się nie liczy. Zaczęło się od tego, że pewnego dnia, przeglądając nasze DVD, wpadły mi w oko te filmy i stwierdziłam, że Wiktor chyba jest już na nie gotowy. Dla wszelkiej pewności obejrzeliśmy z Pawłem pierwszą część dla przypomnienia i zadecydowaliśmy, iż należy go wprowadzić do klubu. Wtajemniczeni wiedzą, że Paweł i Maciek, a od niedawna również ja, jesteśmy fanami tego klasyku sci-fi. Wiktor, po obejrzeniu IV części wpadł po uszy, a po obejrzeniu wszystkich innych nie było już odwrotu... Dlatego właśnie na gwiazdkę dostał statek kosmiczny Jedi Starfighter i ludzika Luka Skywalkera. Tutaj zabawki te są niezwykle popularne, mają całe działy w większości sklepów zabawkowych. Potem zaczęło się odkładanie kieszonkowego na ludziki. Teraz Wiktor ma ich już kilka. Potem zaczął również grać w grę "LEGO Starwars" na Play Station i dziś właśnie zakupił pierwszy oryginalny stateczek Lego. Przedtem musiał wymyślać swoje własne modele. W szkole raz na miesiąc dzieci mają "dótadagur" czyli "dzień zabawki", kiedy wolno im przynieść do szkoły ulubioną zabawkę. Wtedy prawie wszyscy chłopcy z klasy Wiktora przynoszą statki i ludziki i robią wielką "gwiezdną wojnę". Szczerze mówiąc cieszę się z tej jego pasji, bo cała saga "Gwiezdnych Wojen" jest pełna dobrych, staromodnych wartości, i pomimo nowoczesnej oprawy, ponadczasowa.


Wszystkiego najlepszego Tato!

Dzisiaj są urodziny mojego Taty. Jest to z pewnością dobra okazja, aby powiedzieć, że mój Tata to wspaniały facet. Różnie bywało w życiu, czasem się buntowałam, myślałam, że przesadza w niektórych sprawach, ale teraz wiem, że najczęściej to on miał rację. Jestem dumna z mojego Taty, a najbardziej cenię go za wytrwałość, obowiązkowość i elegancję. Lubię z nim rozmawiać i spędzać czas. Nie mogę się doczekać, wspólnego spaceru nad oceanem.
Mój tata z Adasiem (synkiem mojej siostry Renaty)