

Wiktor, jak to dziecko w tym wieku, co kilka miesięcy ma nowy "odjazd". Jakiś czas temu były to samochodziki Hot Wheels, potem Spiderman, ale od kiedy nastały Gwiezdne Wojny, nic już się nie liczy. Zaczęło się od tego, że pewnego dnia, przeglądając nasze DVD, wpadły mi w oko te filmy i stwierdziłam, że Wiktor chyba jest już na nie gotowy. Dla wszelkiej pewności obejrzeliśmy z Pawłem pierwszą część dla przypomnienia i zadecydowaliśmy, iż należy go wprowadzić do klubu. Wtajemniczeni wiedzą, że Paweł i Maciek, a od niedawna również ja, jesteśmy fanami tego klasyku sci-fi. Wiktor, po obejrzeniu IV części wpadł po uszy, a po obejrzeniu wszystkich innych nie było już odwrotu... Dlatego właśnie na gwiazdkę dostał statek kosmiczny Jedi Starfighter i ludzika Luka Skywalkera. Tutaj zabawki te są niezwykle popularne, mają całe działy w większości sklepów zabawkowych. Potem zaczęło się odkładanie kieszonkowego na ludziki. Teraz Wiktor ma ich już kilka. Potem zaczął również grać w grę "LEGO Starwars" na Play Station i dziś właśnie zakupił pierwszy oryginalny stateczek Lego. Przedtem musiał wymyślać swoje własne modele. W szkole raz na miesiąc dzieci mają "dótadagur" czyli "dzień zabawki", kiedy wolno im przynieść do szkoły ulubioną zabawkę. Wtedy prawie wszyscy chłopcy z klasy Wiktora przynoszą statki i ludziki i robią wielką "gwiezdną wojnę". Szczerze mówiąc cieszę się z tej jego pasji, bo cała saga "Gwiezdnych Wojen" jest pełna dobrych, staromodnych wartości, i pomimo nowoczesnej oprawy, ponadczasowa.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz