czwartek, 26 czerwca 2008

Weekend na półwyspie

Mama i tata odjechali. Smutno tu bez nich, pusto... Czas tak szybko mija, kiedy się go miło spędza. W przedostatni weekend ich pobytu pojechaliśmy na półwysep Snæfellsnes, około 250 km na północ od stolicy. Mamy tam kilka znajomych osób i co roku jeździmy tam w wakacje przynajmniej raz. Piękno tych okolic jest nieporównywalne z niczym innym. Choć objechałam już całą wyspę dookoła, najbardziej lubię właśnie tę okolicę. Rodzicom też się podobała.

Stykkisholmur. Piękna wioska. To my przed wejściem na widoczną w tle skałę.
Na skale przy latarni morskiej.Widok na wioskę przy schodzeniu ze skały.
Piękny widok na Ólafsfjörður o zachodzie słońca.
Przy drodze znaleźliśmy małą szopę, w której suszył się "zgniły rekin".Na wysokim klifie.
Helgafell, święta góra, w którą wstępują dusze zmarłych.Widok z Helgafell.
Rozmowa Pawła z baranami.
Paweł i Mirek przy wodospadzie.Najstarszy gorący basen w Islandii, basen pisarza i wieszcza islandzkiego Snorri Sturlassona. Ma ponad 500 lat i znajduje się w jednej z najstarszych miejscowości w kraju - Reykholt.Hraunfossar. Rzekę w tam miejscu zalała lawa i woda wyżłobiła sobie korytarze, tworząc ten piękny wodospad.Wiktor i Paweł głaskali konie, Paweł się przechylił i dotknął elektrycznego ogrodzenia, konia kopnął prąd, koń kopnął Pawła(ale nie trafił go mocno) poczym wszyscy hyżo od siebie uciekali...
Barnafoss (Dziecięcy Wodospad). Miejsce,które swoją nazwę zawdzięcza złowieszczej legendzie. Dwoje dzieci zostało w domu w wigilię Bożego narodzenia, wszyscy poszli na mszę. Dzieci poszły nad rzekę i próbowały przejść przez naturalny most skalny, jaki się wtedy nad nim znajdował. Niestety, wpadły do wodospadu. Po ich śmierci, matka kazała rozbić ten most, aby nikt już z niego nie spadł.

Brak komentarzy: