Wyjechaliśmy po południu, a wieczorem dotarliśmy do Kross, farmy na której mieszka nasza koleżanka. Tam spędziliśmy noc. Dawno już nie byłam w tak odizolowanym od świata miejscu. O tym miejscu zdecydowanie można powiedzieć "tam, gdzie wrony zawracają". Od głównej trasy jedzie się tam przez pola 20 minut, dojeżdża się do farmy i tam kończy się droga. Dookoła tylko łąki, konie i krowy. Aby dotrzeć do oceanu trzeba by iść około 3 km przez łąki i piachy. Jest stamtąd piękny widok na Vestmanneyjar - najbardziej znane i malownicze wyspy Islandii.
Kościół i farma w Kross.
Konie pasące się w cieniu wulkanu - w tle Vesmanneyjar.
Rano opuściliśmy farmę i udaliśmy się wzdłuż wybrzeża na wschód.
Seljalandsfoss. Wodospad, pod którym można przejść.
Paweł i Wiktor na ścieżce pod wodospadem.
Widok zza wodospadu.
A to zdjęcie zrobił mi mój kochany syn.
Wodospad Skogafoss, jeden z najbardziej znanych tutejszych wodospadów. Według islandzkiej legendy, Þrasi Þórólfsson, pierwszy osadnik , ukrył skarb w jaskini za wodospadem. Pewien pasterz odnalazł go, ale nie zdołał go wydobyć. Wodospad ma szerokość 20 m, a jego wysokość to 60 m. Jest przepiękny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz