Zacznę więc smutnym stwierdzeniem, że na przełomie 2008/2009 roku opuściła Islandię szóstka naszych przyjaciół. Pusto u nas w domu teraz, oj pusto, nikt nie zagląda, nie dzwoni, nie przychodzi w piątek na film... Hlip, hlip... Czas znaleźć nowych przyjaciół, ale tych nigdy nie zapomnimy... A może nawet kiedyś tu wrócą? Dlatego okres przedświąteczny i całe święta spędziliśmy na pożegnalnych gotowaniach, kolacjach, filmach, grach, zabawach i tym podobnych spotkaniach. Było fajnie, szkoda tylko, że okazja nie była inna.
4 dni przed Bożym Narodzeniem
Gabe pomagał Wiktorowi ubierać choinkę. Jak widać, ozdoby zawisły nie tylko na choince...
Podczas gdy chłopcy ubierali choinkę, ja i Anji upiekłyśmy chyba ze 200 ciasteczek, 3 rodzaje, zeszło nam się większość dnia, wolę nie pamiętać jak wieczorem wyglądała moja kuchnia... Ale ciasteczka się udały!!! (gdybyście się zastanawiali co robił Paweł, to przyjrzyjcie się zdjęciom. No właśnie, nie ma go na nich, bo to on je robił, hehe.)
W centrum handlowym, na długaśnym stole stały domki z piernika, co roku jest konkurs na najładniejszą pierniczkową budowlę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz